Olej lniany i pasta budwigowa, a oczyszczanie organizmu

Tym razem zacznę od końca, mianowicie od zaobserwowanych na sobie efektów działania pasty budwigowej i oleju lnianego na mój organizm. Nie spodziewałam się, że ta specyficzna mieszanka może mieć właściwości aż tak silnie oczyszczające.

To dla mnie ogromne zaskoczenie tym bardziej, że w literaturze (internetowej oczywiście) jedynie marginalnie wzmiankuje się o oczyszczaniu. Pasta budwigowa i olej lniany mają leczyć. I być może leczą, tego nie wiem, w każdym razie na pewno w jakimś stopniu stymulują detoksykację.

Objawy czyli skutki działania pasty

Po tygodniu zajadania się pastą zauważyłam ze zdziwieniem, że moje (za przeproszeniem) oczyszczanie jelit stało się bardzo, ale to bardzo regularne. Po prostu nie ma mocnych – czego bym nie jadła w międzyczasie, gdziekolwiek bym nie była, o ustalonej porze konieczna jest wizyta w toalecie, bo organizm domaga się tego z pewną stanowczością, aczkolwiek bez szczególnych sensacji.

Pasta budwig z olejem lnianym na oczyszczanie

Jeśli macie problemy z zaparciami wypróbujcie tą mieszankę. Na mnie działa idealnie, może i wam będzie w stanie pomóc.

Po dwóch tygodniach na moim ciele, w najrozmaitszych miejscach (rzekłabym: dosłownie wszędzie) zaczęły pojawiać się pryszcze. Nie był to jakiś mega wysyp, ale w pewnym momencie poważnie się zaniepokoiłam, że jakieś stany zapalne toczą mój organizm, co objawia się tym właśnie zjawiskiem.

Postanowiłam to trochę przeczekać i chyba dobrze zrobiłam, bo po miesiącu pryszcze zniknęły, a nowe przestały się pojawiać. Poszperałam trochę w internecie i potwierdziłam swoje domysły – pasta oczyszcza (wypierając różne paskudztwa nasyca błony komórkowe kwasami Omega 3 – tak to zjawisko rozumiem), co objawia się pod taką a nie inną postacią.

Dzisiaj: moja skóra jest jakby bardziej gładka i lepiej napięta. Poza tym nie odczuwam jakichś szczególnych zmian. Samopoczucie mam znacznie lepsze niż kilka tygodni temu, ale nie wiem czy to efekt działania pasty czy czegoś innego, bo w ramach walki z przedłużającą się mega-chandrą imałam się różnych sposobów.

Olej lniany w butelce i miseczce

Trochę informacji o paście budwigowej

Sama pasta jest, jak dla mnie, rewelacyjnym jedzeniem, bo można przyrządzać ją na wiele sposobów. Baza zawsze pozostaje ta sama. Jest nią chudy twaróg zmiksowany z chudym jogurtem lub kefirem (dla uzyskania odpowiedniej konsystencji) i z olejem lnianym.

Co do proporcji – mogą być różne, ja na pół twarogu biorę cztery łyżki oleju i w zależności od oczekiwanej konsystencji kilka lub więcej łyżek jogurtu, maślanki lub kefiru. Produkty muszą być odtłuszczone z tego względu, by obecne w nich tłuszcze nasycone (i inne) nie “zagłuszały” działania tłuszczy z grupy Omega 3 zawartych w oleju lnianym.

Pastę należy miksować przez 5 minut, bo dopiero w takim czasie uzyskuje się odpowiednie połączenie składników – tak twierdzi dr Budwig i pewnie jest w tym sporo racji, bo faktycznie przy krótszym “mieszaniu” olej gorzej łączy się z resztą.

Smaki

Najbardziej lubię pastę z czosnkiem lub cebulą, czyli na ostro, bez dodatków też jest całkiem fajna – ma ciekawy lniany (orzechowy?) posmak. Można ją jeść z dodatkiem innych warzyw i owoców, chociaż ja osobiście nie eksperymentowałam z owocami, bo staram się ograniczać proste węglowodany.

Smacznego, na zdrowie, polecam!

Dodaj Komentarz